Ads 468x60px

niedziela, 23 listopada 2014

Sukienki na ciepło Cz.1 - Duma i chluba

  Pomyślałam sobie, że taka pogoda jak za oknem, albo i gorzej, nie może być przeciwwskazaniem do noszenia sukienek.
 Oto cztery modele, w czterech osobnych postach, oczywiście moje ulubione, które można nosić na golf lub bluzkę, uszyte z grubszych tkanin : dzianin, wełen, na podszewce lub nie.
 Sukienka na ciepło numer 1 to moja duma i chluba.
 To pierwsza sukienka, z dzianiny trochę swetrowej, a której to moja stara Łuczniczka dała radę. Skorzystałam z modelu 101, Burda 8/2007.
  Oczywiście, nie pisze tam, by korzystać z dzianin.
  Oczywiście ktoś powiedział : rozejdzie się na dekolcie.
  Oczywiście najwięcej zabawy było z podszewką, no bo jak taką sukienkę dzianinową nosić bez podszewki? Jako że dekolt został ustabilizowany przez przeszycie i podklejenie i się nie rozlazł, to już podszewka do niego przyszyta zrobiła swoje: zaczęła wyłazić.
 A o odszyciu to już paniusia nie pamiętała?
 Ano, jakoś mi się nie złożyło... pewnie ułatwiłoby sprawę...
 Jednak okazało się że, podszewka wyłażąca ( błyszcząca atłasowa grubsza ) stała się ozdobą sukienki, taki delikatny błysk przy dekolcie i wszyscy myśleli, że tak ma być.
 Potem poszłam po rozum do głowy i poradziłam się mądrzejszych.
 Po pierwsze : nie pomyślałam, że mogę kupić podszewkę elastyczną, po drugie: nie nacięłam linii dekoltu, obawiając się właśnie rozejścia, po trzecie : no nie zrobiłam odszycia... Podszewkę odprułam od całości i zastosowałam nową, tym razem elastyczną. Dekolt jeszcze raz ustabilizowałam flizeliną. Podszewkę doszyłam, co trzeba nacięłam i przeszyłam i już.
 Dzięki temu wiem, że nienawidzę poprawek, to całe prucie...brrrbłeeełee...
 Dzięki temu wiem, że podszewka do dzianin musi być elatyczna...
 Dzięki temu uszyłam sobie uniwersalną halkę do wszystkich innych sukienek z dzianin.... trzeba sobie życie ułatwiać...
 Dół sukienki doszyty do podszewki układa się w fajną bombkę. W dole podszewki zrobiłam tunelik na okrągła gumkę, aby efekt bombki był bardziej widoczny.






czwartek, 20 listopada 2014

Ratunku, spodnie gryzą !

    Krawcowa ma coś wspólnego z chirurgiem : kroi, wycina, docina, koryguje ( byle nie po kimś, tego  nikt nie lubi), zszywa i jak ładnie szew wyjdzie, to nic nie widać.
  Na fali sobotniej fazy na szycie, bezkrwawo skroiłam dwie pary spodni, o ile legginsy do spodniowatych się zaliczają. Z tych dwóch par, jedną zeszyłam, i nie były to legginsy, chociaż zdecydowanie mniej z nimi roboty.
  Na spodnie wybrałam granatowy materiał z żakardowym wzorem. Wzór matowy, pod nim lekki połysk. Burda proponuje zamek wszyć w bok, co też uczyniłam. Miałam obawy, że kieszenie będą odstawać, bo jeszcze ten zamek z boku... Wloty kieszeni podkleiłam flizeliną, doszyłam worki kieszeniowe i nie odstają bardziej niż krzywizny anatomiczne na to pozwalają. W końcu na manekina, to żadna sztuka uszyć, ale uszyć na żywą materię, co wykonuje wielorakie pozy, to jest coś. No więc kieszenie nie odstają za bardzo.
 Doszło do pierwszej przymiarki. Wciągam spodnie i jak mnie nagle zakłuje w mięsień smukły uda ( ha! nie do uwierzenia, że taki mam! ). Pierwsza myśl: nie wyjęłam szpilki. Jednak zanim wybrzmiała ta myśl, w moim opętanym szyciem umyśle, a już odczułam kolejne ukłucie, tym razem w mięsień obszerny boczny. Kolejne ukłucie odczułam nie powiem gdzie, ale aż podskoczyłam i migiem spodnie zdjęłam...A niech to ! Spodnie gryzą ! Szwy spodni znaczy się ! Kłują!
 Ożeszsz, pomyślałam, wy spodnie granatowe we wzór żakardowy! Nie ma tak!
 Zajęłam się szwami : obrębiłam je gęstym zygzakiem. Nie powiem, żeby pomogło na 100%, czasem jeszcze jakieś podstępne włókienko zakłuje...
 Pasek wszyłam, dziurkę na guzik zrobiłam, a dół nogawek podkleiłam taśmą. A niech znają moje dobre serce - oszczędziłam im wielu ukłuć igłą maszynową, niech mają to na uwadze.
   
                    






poniedziałek, 17 listopada 2014

Idź szyć!

    Dzieci mamy szyjącej wykorzystują to, że mama szyje. Wykorzystują nie tylko do tego, aby posiąść nową część garderoby w unikatowym stylu. Wykorzystują do tego, aby mieć święty spokój i móc realizować swoje projekty. Bo wiadomo szyjąca mama nie czepia się, że klocki, resoraki, kredki, klej do wszystkiego, taśma dwustronna, taśma szara rozciągnięta, papier wszystkich rozmiarów, droga do wyścigów oraz Monopol, że to wszystko razem sobie leży, jakby miejsca nie miało. Szyjąca mama sama robi taki bajzel, że ho ho ho. Szyjąca mama, jak złapie fazę na szycie, to ogranicza się tylko do wydawania podstawowych posiłków. Wtedy pociechy szyjącej mamy mają raj. Niestety faza na szycie nie trwa za długo. I znowu padają komendy : pozbieraj klocki, odklej taśmę od mebli, nie łaź po plecaku, podnieś ubrania..
 W sobotni poranek, już zabierałam się do wygłoszenia tyrady na temat wyższości porządku nad bałaganem, już wymieniłam powietrze zapasowe, już wzięłam głęboki wdech, wypełniający wszystkie partie płuc i już już miałam zacząć, gdy padło zdanie : Mamo, idź szyć.
  Poczułam jak powietrze schodzi ze mnie i odzywają się nałogi szyciowe. "Posprzątajcie potem", powiedziałam i poszłam szyć.
 Wzięłam dzianinę szarą i w kwiatki, wzięłam Burdę Szycie krok po kroku 2/2014. Wybrałam model 4H, ale przedłużyłam go do modelu 4A. Zwęziłam rękawy oraz zrobiłam zaszewki na plecach, by sukienka się ładnie układała. Dekolt wykończyłam poszyciem bez flizeliny, bałam się, że będzie za grubo i nie będzie to dobrze wyglądać.







Dzieci miały raj, bo szycie mnie wciągnęło i uszyłam jeszcze spodnie...ale o tym innym razem...
 
 
Blogger Templates