Ads 468x60px

środa, 29 stycznia 2014

Sukienka nr 17* - czyli z tego się nie szyje.

Nie mogę chodzić do sklepu z materiałami!
Nie mogę chodzić do sklepu z materiałami!
Nie mogę chodzić do sklepu z materiałami!
Bo się już do szafki nie mieszczą i materiały zaczynają zalegać w miejscach do tego nieprzeznaczonych!
Ale jak mogę odpuścić sobie coś, co kosztuje 8 zł/m i jest żółte w różową kratkę, cienkie, lekko kreszowane, rozciąga się na wszystkie strony i "siepie" niemiłosiernie ? No nie mogę!
Przy kasie dowiedziałam się, że sukienek z tego się nie szyje.
Zakupiłam 1,20 m, i jeszcze podszewkę żółtą. I zasiadłam do szycia.
Co mi wyjdzie z materiału, z którego "sukienek się nie szyje"?
Nie widać, jeszcze.
Już miałam wykrawać elementy wykroju, kiedy moje wewnętrzne ja krzyknęło : kratka!
O ja... no tak , dobrze by było, gdyby się ładnie schodziła na szwach. Zaczęły się kombinacje. Okazało się, że mam trochę za mało materiału, jak na model, który wybrałam. Połączywszy dwie metody : krawcowa szyje pruje.. oraz metodę mojej Babci: uciąć z dołu - wstawić w bok, udało się.


Wszystko byłoby już ok, ale przecież na podszewce musi być, bo dół ma być w bombkę! Do tego zamek kryty! Bawiłam się tak , prując i zszywając, przez pół dnia. Jeszcze musiałam uważać, aby nie zaciągnąć materiału, a ten był do tego bardziej niż skłonny. Czyli może jednak : " sukienek z tego się nie szyje"?
Im bliżej końca, tym sukienka bardziej mi się podobała. Przy dekolcie uroczo układały się zakładki.

Wciągnięta w dolny szew, łączący materiał z podszewką, okrągła gumka uformowała bombkę.
Efekt więcej niż zadowalający.



Jak się nie szyje, jak się nie szyje?!

Sukienka została zaprezentowana w pracy i na imieninach, otrzymała pochwały i powędrowała do prania.
30 stopni, lekkie wirowanie i totalne załamanie po wyciągnięciu z pralki. Część wierzchnia w różową kratkę, cienka, kreszowana, "siepiąca" się, zbiegła się jak śliwka w wędzarni. Żółta podszewka, której nic się nie stało, stanowiła 75% sukienki, zamiast 40%!  SUKIENEK Z TEGO SIĘ NIE SZYJE!
A tak zdążyłam ją polubić! Nie tracąc nadziei, pozwoliłam jej wyschnąć, bo może jeszcze się rozciągnie. Na sucho nie wyglądała już tak tragicznie, proporcje pomiędzy materiałem a podszewką 50/50. Resztę zrobiło żelazko. UFFFFF
Sukienek z tego się nie szyje, chyba że ma się ochotę na silne doznania, łącznie ze wstrząsem.

Ps. od tamtej pory zawsze piorę materiał przed skrojeniem :)

* numeracja sukienek według kolejności ułożenia na półce, od góry. Czyli trochę historii mojego szycia.



wtorek, 21 stycznia 2014

Proste rozwiązania są najlepsze czyli o "homątnikach"

Lubię "homątniki"
  Pewnie zastanawiacie się, co to? A są to wszelakiej maści kominy i szaliki, które jakiegoś zimnego dnia dostały taką oto nazwę. Trochę nawiązuje do końskich akcesoriów... ale "homątnik" się przyjął.
  Można go zrobić na drutach lub szydełku :

Można uszyć :

 Można kupić... łeee
  Jako, że jesteśmy kreatywne, szyjemy go. Jeżeli nie umiemy szyć, szukamy koleżanki z maszyną, mamy , cioci, babci, teściowej lub idziemy po prostu do krawcowej....rzucamy jej pomysł, obiecujemy: umyć gary/popilnować dziecka/ zrobić zakupy,* - niepotrzebne skreślić - (*w przypadku krawcowej może być jednak potrzebna gotówka)
   Jeżeli mamy w domu maszynę, to sprawa prosta: udajemy się do sklepu z materiałami i kupujemy
2 x 25-30 cm dzianiny, polaru lub innego miłego w dotyku materiału, najlepiej, by się rozciągał.

Rozkładamy materiał, odmierzamy,  najczęściej wystarcza 130 cm na długość, ale wszystko zależy od Was i Waszych upodobań.

  Składamy oba materiały prawą stroną do siebie, spinamy, przeszywamy. Tutaj mała uwaga : do szycia dzianin nie potrzebujemy wysokiej klasy sprzętu. Wystarczy zwykła maszyna , np. słynny lidlowski Silver Crest i igła do dzianin. Ustawiamy szew na zygzak, a jego szerokość na 1 lub 2.

 Odwracamy na prawą stronę. Otrzymaliśmy taką oto rurę :

I teraz możemy spiąć niestandardowo : czyli zeszyć krzywo, by osiągnąć zamierzony efekt zwijania się;

 możemy zeszyć ładnie, równo , estetycznie , o tak....

I wykończenie.



I nikt nie ma takiego i jesteśmy górą



 Bravissimo!

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Taśmowa robota

 Wspominałam, że dla dzieci szyje się fajnie ?
 Wspominałam.
 Jak ktoś lubi szybko widzieć efekty swojej pracy krawieckiej, to polecam.
Niewielkie kawałki materiałów, najczęściej sięgamy po bawełny, dzianiny, sztruks. Mogą być resztki, tzw. przydasie, leżakujące sobie w kartonowym pudle i czekające na swój moment. Proste wykroje, żadnego dopasowywania, bo musi być komfortowo ( i do tańca i na trzepak ). Kolor nitki może się nie zgadzać z kolorem materiału, tu wiele się wybacza, a nawet akceptuje z radością.
 I tak oto, ulegając hasłu "łatwo i szybko z tego co jest" powstały sukienki dla Małej. Spędziłam urocze chwile. Wreszcie nie portki !!! ( na których za chwilę będę naszywać łaty. Zastanawiam się czy nie szyć od razu z łatami, albo jakieś nakolanniki wszywać?)




Taśmowa robota ze sztruksu.
Zadowolona ze swych osiągnięć sięgnęłam po jeszcze jeden kawałek materiału. Tu już nie było tak kolorowo, bo postanowiłam doszyć podszewkę, dodałam szlufki i jakby było mi mało: wszyłam zamek.


Może dlatego, że nad nią najdłużej pracowałam, najbardziej mi się podoba.

czwartek, 16 stycznia 2014

Ciepło, cieplej..

Ale się szyło! Szast prast i już.

Polar to fajny materiał. A jeszcze TAKI polar podnosi wartość uszytego ubrania, szczególnie dla jego odbiorcy. No i dla małych szyje się szybko.
To kolejny fun art, tym razem dla miłośniczki wkurzonych ptaków. Przedświąteczne portale doniosły, że dzieci nie cieszą się z prezentów, jeśli są to ubrania. A guzik ! Można kupić skarpetki i SKARPETKI. Należy wcześniej się zorientować, co kto lubi, a to wymaga trochę zachodu. Jednak, jak już zgłębimy tę tajemnicę, to radość obdarowanego jest naszą radością.
 Tak było i w tym przypadku. Euforia pod choinką. Efekt tego jest taki, że Mała chodzi w tym codziennie do przedszkola, koleżanki zazdroszczą ( a nic nie wpływa tak dobrze na kobiece samopoczucie, jak wywołanie zazdrości u innej kobiety, nawet w tak młodym wieku ;)), a Mama nie drży, że pociecha zmarznie.
  Szyjąc bluzę, naszła mnie myśl, jak wykorzystać pozostałe skrawki materiału, aby nie zalegały zbyt długo jako "przydasie". Powstały czapki i ocieplacze na szyję. Pełnia szczęścia osiągnięta.

Teraz zima może przychodzić.


poniedziałek, 13 stycznia 2014

Nie taki filc straszny

Zawartość damskiej torebki - źródło nieustających zaskoczeń.
Postanowiłam zrobić sekcję swojej własnej torebce, a więc: światło, stół, znieczulenie oraz mycie rąk niekoniecznie,ale może rękawice ochronne będą przydatne? Siostro, skalpel! Ups, Siostra daleko, a skalpel jest w środku ! Aaaa, tak, tak, w torebce są dwa, na wypadek, gdybym chciała zastosować cięte riposty.
 Co my tu jeszcze mamy: terminarz tegoroczny i zeszłoroczny, bo jeszcze nie przepisałam wszystkich ważnych informacji , etui na dokumenty, długopisy: 3 całe i 2 w kawałkach, próbka perfum , paczka zapałek, portfel, komórka, mini apteczka, mini kosmetyczka, 2 szyszki, patyczki do uszu, plik rysunków Młodego- bardzo cenne, metr krawiecki- myślałam, że zgubiłam; czekoladka za zakupy powyżej 30 zł , kalkulator, pieczątka, grzebień, chusteczki higieniczne i niezidentyfikowane paragony, z których tusz zszedł pomiędzy wrześniem a grudniem ubiegłego roku.
 Często sobie postanawiam, że jak będę miała nową torebkę, to sporządzę sobie superfunkcjonalny organizator i nic, dosłownie NIC nie będzie mi się po niej walało. O, to może być noworoczne wyzwanie - uszyć organizator,... albo utrzymać ład w torebce...
 Tymczasem, zamiast wyżej wymienionego organizatora, powstają nowe torebki z filcu z haftem.














Tak się rozpędziłam, że Łuczniczka już ledwo ciągnie, ale na podorędziu jest Singer Heavy Duty... na szczęście.

czwartek, 9 stycznia 2014

Obyś żył w ciekawych czasach

Jak to się stało, że z dnia na dzień zostaliśmy pozbawieni potrzeby wychodzenia z domu do sklepu?
I nie protestujemy, bo tak nam wygodnie....?  Można oczekiwać, że teraz mamy więcej czasu, wszak nie wychodzimy i nie wracamy, co często wiąże się z dostosowaniem do wzmożonego ruchu drogowego...
Znak czasu -  wszystko w sieci.
Pasmanteria też!
Kilka kliknięć, trochę pisania, dwa dni i zakupy w domu.
Też skorzystałam i zaklikałam do pasmanterii

a oto co nabyłam:
  

Zakupy upłynęły w miłej atmosferze, nikt się nie niecierpliwił, nie narzekał, że on tylko po guzik i ile można wybierać aplikacje i co to za  konsultacje przez telefon?! I jakieś pytania o wkład z klejem z dwóch stron ?!
Jestem bardzo zadowolona , szczególnie z gumy ze sznurkiem:

Wykorzystałam niemal natychmiastowo do świątecznych portek piżamowych : http://szyciebezmetki.blogspot.com/2013/12/swieta-sa-dla-nas.html
Kolejną rzeczą, która mnie zachwyca to płócienne łatki do przyprasowywania. Nabyłam szarą i zieloną. Pierwsza poszła na łaty, gdyż na pewnym etapie życia większość czasu spędza się na kolanach. Łaty trzymają się, na wszelki wypadek jeszcze je obszyłam, gdyż te małe paluszki lubią odrywać to, co powinno się trzymać...
Łaty od spodu mają naniesiony klej.
Bardzo szczegółowo zastosowanie owych łat przedstawiła Ania na swoim blogu
Od siebie dodam, że do aplikacji również się nadają
Mam zamiar, po raz pierwszy, wykorzystać taśmę flizelinową formującą oraz sztywnik do pasków, pewnie w spodniach męskich.
A aplikacje zostały zaklepane zanim do mnie dotarły, "wjózka elektrycna" dla Małej, miłośniczki wkurzonych ptaków.
Tu mała korekta: zamków było więcej, ale się wszyły... była taka potrzeba.
Potrzeby pasmanteryjne natomiast były znacznie większe, bo i wybór jest "U Czeremchy" i świadomość coraz większa, co i do czego .... ale w podświadomości rozlegał się alert... jak gong tybetański...
Następnym razem... robię już listę.
Wystarczy kliknąć...
Czas zaoszczędzony wykorzystałam oczywiście na szycie.
Co za czasy...













wtorek, 7 stycznia 2014

Zdążyć przed śniegiem

To mój prywatny "must have" na tą zimę. Kurtka z kapturem, dłuższa, ruchów nie krępująca i z dużymi kieszeniami. I udało się. Zakupiłam tkaniny granatowej, podobno kodura, 3 metry, bo : a jak nie wyjdzie kaptur, albo kieszenie? Do tego pikowaną podpinkę w kratkę, bo taka ładna. Do kaptura granatowy polar. Zamek kostka plastikowa. Wykrój miałam już gotowy. Odszukałam Burdę, celem porównania pomysłu z oryginałem ( model 126 A, Burda 1/2009). Nagięłam oryginał do pomysłu. Zszyłam części wierzchnie. Wszyłam kieszenie. Zamek. Powstał namiot cyrku rosyjskiego :)
 Zmodyfikowałam kaptur, bo był taki zwykły.
 

 

 

Następnie udałam się do pani kaletnik z prośbą o nabicie otworów wylotowych dla sznurka ściągającego tenże kaptur raz i talię dwa. Fajnie wyszło.

 Potem zajęłam się podpinką, jak zwykle trochę roboty, bo się czepia i trzeba cierpliwości, ale kto powiedział, że się nie da? Do kaptura wszyłam granatowy w/w polar.
Najwięcej zabawy było z utworzeniem tunelu w pasie. Doszłam do wniosku, że trzeba zszyć warstwę zewnętrzną z podpinką. Zszyć to nie problem. Kłopot, aby sobie nie przesunąć jednej warstwy względem drugiej, bo się będzie źle układało. Po wielokrotnym mierzeniu, odmierzaniu i powolnym szyciu tunel na sznurek powstał.
Ale, ale, zamiast standardowego sznurka, dostępnego w pasmanterii, wykonałam sznurek z granatowej bawełny.
I jestem niesamowicie zadowolona. Powinnam tylko wszyć do rękawów takie ukryte ściągacze, bo jak wieje, to faktycznie po rękach wieje.




 

P.s: Przed śniegiem zdążyłam :)

 
Blogger Templates