Ads 468x60px

wtorek, 22 kwietnia 2014

Całość baczność !

 Sobota na tydzień przed świętami, nie była najlepszym dniem na szwędanie się po centrum handlowym. Po pierwsze : dzień był jakiś ciężki : ciężko było wstać, ciężko się zmobilizować do czegokolwiek, a już radosne wyjście z rodziną na zakupy mogło zakończyć się tragicznie. Podjęłam kroki zapobiegawcze (ale też szło mi ciężko ) i wybrałam się na zakupy z A. Z pewnością byłyśmy najgorszymi klientkami w centrum ( a ja na pewno: przecież wszystko mogę sobie uszyć). Nic nie kupiły a jeszcze nawybrzydzały.
 O! w jednym sklepie podobało nam się wszystko - poza cenami.
Z lekkim sercem udałyśmy się na kawę i ciacho. Doszłyśmy do wniosku : że ciuchy jakieś takie....i poukładane, ba, raczej poupychane tak, że nawet, jak jest coś fajnego, to nie widać. I nie ma sukienek moro! Albo myśmy nie zauważyły w tym ścisku.
 Opuściłyśmy centrum bez żalu, za to ja już z gotowym pomysłem na szycie.
Bo w mojej szafce z materiałami dojrzewała sobie bawełna w deseń moro. Wzięłam burdę 8/2012, wykroiłam górę od sukienki model 133, dół - wiadomo - półkoło. Rachu - ciachu i zszywanie. Zamek kryty w bok. I odszycia. O matko!!!! Przyszywałam, mierzyłam i prułam, przyszywałam, mierzyłam i prułam, i tak ze sześć razy. A wszystko przez to, że zachciało mi się zrobić odszycie z białej, cienkiej bawełny, która na dodatek się rozciągała - mimo usztywnienia flizeliną. Na koniec, jak już miałam wszystkim prasnąć w kąt, wycięłam odszycie z tego moro, co to takie fajne. I doszyłam i od razu leżało jak trzeba. Ufff. Żeby jednak nie było tak miło, doszyłam halkę z batystu, a że półkoło i ze skosu, no to się powyciągała. I nie mogłam mieć sukienki na niedzielę, bo w niedzielę to ona  sobie wisiała i wisiała i wisiała, a wieczorem ją wyrównałam.
Wykończyłam w poniedziałek.  Tadammmm

Oto sukienka morowa z kokardką. Nowy trend dla kobiet, które mają samych facetów w domu i co dzień ich dom wygląda jak poligon po ostrych manewrach.

Kategoria A, żadnego odraczania, żadnych zwolnień, do noszenia!
Wykonać!
Tak jest!

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Sukienka nr 38 - na ludową nutę Hej!









Hej, lezoł se materiał,
Lezoł spokojniutko, 
przysła doń krawcowa                                   
wycieła równiutko.

Wycieła równiutko
wszystko pozszywała
i na fotografii
piknie pokazała. Hej!

Nabyłam ci ja kiedyś materiał w deseń ludowy. Nadmienię, że za czarnym nie przepadam, ale ten czarny w kwiatki był mi przeznaczony. Kupowałam z zamkniętymi oczami, by ceny nie widzieć, a skłoniły mnie do tego zapewne góralskie geny odziedziczone po przodkach. Czyli : "wyrywność" mam we krwi, szczególnie szyciową.
 Krojenie, szycie - jak po maśle. Kolejny raz skorzystałam z kombinowanego wykroju :  sukienka z Burdy 11/2012, model 122, zamieniłam dół z ołówkowego na półkoło, a rękaw na krótki.




 Znajomi pokiwali głowami, zapytali do jakiego zespołu folkowego się zapisałam i powiedzieli, że jak będą słyszeli o castingu do "Halki", to dadzą znać.
 Kompletnie nie rozumiem? Taka sukienka do pracy może być, przecież.... ?



 
Blogger Templates